Sprawozdanie z ogólnopolskiego obozu ZHA Pathfinder „Wybrany” 2018-podobóz starszy

Obóz zaczął się inaczej niż poprzednie. Sami rozstawialiśmy namioty. Nie należało to do przyjemnych czynności jednak mieliśmy przy tym wielki ubaw. Na dodatek za rozstawienie namiotu dostawaliśmy punkty, które były bardzo przydatne w późniejszym czasie.  Po tym jak nasze miejsca zamieszkania już stały, kadra zwołała apel. Nastąpiło przydzielenie zastępowych. Osoby które zostały wyznaczone poznały swoje zastępy. Następnie poszliśmy na kolację. Wieczorem było ognisko wprowadzające nas do klimatu tematyki naszego obozu. Rano o godzinie 7 obudził nas gwizdek oboźnego, który odliczał od 10 w dół.  Trzeba było stanąć przed namiotami w ciągu tego czasu. Następnie była krótka chwila na założenie butów do rozgrzewki. Została ona podzielona na dwie grupy. Grupa hard, którą prowadził Bartosz oraz grupa light  prowadzona przez Mariusza. Grupa trudniejsza biegała oraz ćwiczyła trzymając żerdź. Po tym mieliśmy godzinę czasu na poranne samodzielne nabożeństwo oraz toaletę. Następnie był apel i śniadanie. Na apelu czytany był rozkaz od komendantki podobozu oraz rozdawane zadania. Po śniadaniu był czas na nabożeństwo w zastępach, natomiast po nim nabożeństwo ogólne. Kiedy i to się skończyło mieliśmy pionierkę aż do obiadu. Następnie była godzina czasu wolnego a później pionierka do kolacji. Po posiłku mieliśmy ognisko na którym śpiewaliśmy oraz słuchaliśmy naszego kapelana. Świeczka w zastępach była następnym punktem programu, a zaraz po niej cisza nocna.

W poniedziałek  na ognisku wybieraliśmy króla. Został nim Jan Kania. Okrzyknięty przez lud królem Janem I Wielkim. Wtorek przeminął tak samo jak poprzedni dzień z wyjątkiem ranka podczas którego przywieźli Toi Toi. Oboźny Mariusz zrobił chłopakom przeszkolenie jak z niego korzystać.  Na ognisku został wybrany inny król. Był nim Mateusz Kasperczak. Okrzyknięty królem Mateuszem II Milczącym. Za jego panowania zamiast pionierki po czasie poobiednim była bitwa na balony z wodą. Wieczorem król zmienił się na Szymona Świątka nazwanego królem Szymonem III Bekowym. Z samego ranka, każdy Król wydawał rozkazy (spisane na papierze z królewską pieczęcią) nakazujące danym rodom (zastępom) wykonanie konkretnych czynności (warty, porządki, zebranie opały, wydobyć złoto z kopalni itp.). Za wykonane rozkazy, rody dostawały punkty i złoto. Za to mogli wykupywać pola, na których hodowali owce (były papierowe, więc musieli o nie dbać). Owce oddawali kapłanowi (naszemu kapelanowi) na ofiarę. Te przekładały się na kolejne punkty. Im ród miał więcej punktów, to mógł wystawić więcej kandydatów na króla. Harcerze sami wybierali króla = opiekuna ludu, który mógł wpływać jak będzie wyglądać obóz czy program dnia.

W czwartek był czas na sprawności. Można było się zapisać na snycerstwo, orientacja w terenie oraz pionierka. Każdy miał wpisać się na jedną ze sprawności. Do obiadu każdy poszedł do swoich sprawności. Orientacja w terenie szła w nieznanym sobie kierunku z związanymi oczami trzymając się liny. Po obiedzie za to mieliśmy mopping, czyli zgłoszone wcześniej czteroosobowe drużyny rozgrywały między sobą mecze na rozciągniętej plandece polanej płynem do naczyń i wodą. Za pomocą mopów musieli oni trafić kostkę mydła między dwa położone klapki stanowiące bramkę. Niestety mopy popsuły się po 3 meczach, więc resztę kończyli kopiąc mydło (jak piłkę nożną). Po całej zabawie poszliśmy nad jezioro. Wieczorem mieliśmy ognisko razem z młodszym podobozem, podobozem zuchowym oraz Rangers Royal. Po tym wydarzeniu na naszym podobozie odbyło się jeszcze jedno ognisko podczas niego mieliśmy serię „Kadra też kiedyś była młoda i głupia”. Polegała na opowiadaniu swoich historia z młodości przez kadrę. Pierwszy swoją historię opowiadał oboźny Mariusz. Jednak przerwał ją nam deszcz, więc poszliśmy do namiotu przeznaczonego na świetlice.

Kolejny dzień rozpoczął się tak samo. Dzień przed otrzęsinami każdy zastęp, miał przygotować plan swojego punktu na otrzęsiny. W dzień otrzęsin, po nabożeństwie zabraliśmy się za budowanie tych punktów. Kiedy otrzęsiny się skończyły mogliśmy wykąpać się w jeziorze. Następnie był obiad oraz sprawności. A wieczorem usłyszeliśmy historię Marka Micyka. W sobotę pobudka była o 8:20 i nie było rozgrzewki. Zamiast nabożeństwa w podobozie mieliśmy je razem. Odbył się także chrzest. Po obiedzie były otwarte bramy do każde z podobozów, czyli każdy mógł wejść do innego podobozu. Wieczorem mieliśmy wspólne ognisko. Po nim nasz podobóz usłyszał historię kapelana Piotra. W niedziele rano mieliśmy przymusową musztrę połączoną z rozgrzewką. Następnie mieliśmy apel, śniadanie oraz nabożeństwo. Po tym czasie dostaliśmy telefony, prowiant na wycieczkę do Łodzi. Wsiedliśmy do autokaru i dojechaliśmy. Najpierw mieliśmy spacer podczas którego widzieliśmy stary kościół, najstarsza Żabkę i najstarszy Rossmann w Polsce. Później śpiewaliśmy na ulicy zbierając pieniądze na lody oraz Banana Project. Następnie mieliśmy 2 godziny podczas których mogliśmy robić co chcemy na terenie Manufaktury w Łodzi. Kiedy wróciliśmy mieliśmy kolacje, toaletę wieczorna oraz ognisko z historią Bartosza Sobaszka. Wybrany też został nowy król Grzegorz Barna. Ogłoszony królem Grzegorzem IV Zamężnym.

Kolejnego dnia rano mieliśmy sprawności a później poszliśmy nad jezioro. Wieczorem odbył się ślub naszego króla razem z Wiktorią Zając. Niestety król został zabity zaraz po ceremonii i ogłoszono nowego króla Daniela V. Po tym odbyło się ognisko z historią komendantki Sandry. Następnego dnia rano mieliśmy kajaki. Po obiedzie była bitwa na „kisiel”. Sprawność orientacja w terenie miała gra terenowa polegającą na szukaniu punktów za pomocą kompasów i współrzędnych. Wieczorem odbył się apel końcowy podobozu starszego i młodszego oraz osobny apel tylko dla naszego podobozu. Później było ognisko. Po nim mogliśmy nie spać do której chcieliśmy. W środę rano była rozgrzewka i toaleta podczas której mieliśmy także złożyć kanadyjki, koce oraz materace. Kolejną czynnością było śniadanie a następnie składanie obozu.  Do godziny 13 obóz był już złożony a większość osób już wyjechała.